Michael J. Roads i duchowy pakt

Materiał zamieszczony poniżej jest dodatkiem do książki Inny Segal Potęga uzdrawiania intuicyjnego i stanowi uzupełnienie treści w niej zamieszczonych. Wskazówki, które w nim znajdziesz są ściśle powiązane z treścią książki i dotyczą zawartych w niej informacji. Zapoznaj się z Potęgą uzdrawiania intuicyjnego, by w pełni zrozumieć zaproponowane przez autorkę ćwiczenia i praktyczne rady.

Historia Michaela

Na stronie www.InnaSegal.pl znajdziesz więcej nagrań i informacji dotyczących Inny Segal i Uzdrawiania wizualno-intuicyjnego.

Michael J. Roads: pakt z duszą

Poniżej przedstawiam historię paktu zawartego przez Michaela J. Roadsa, autora bestsellerów Through the Eyes of Love oraz Journey into Nature. Pakt ten był dla Michaela olbrzymim wyzwaniem i całkowicie zmienił jego rzeczywistość. Przedstawiam tę historię jego własnymi słowami:

W wieku około czterdziestu lat doświadczyłem głębokiego przeżycia metafizycznego, nawiązując kontakt z niefizyczną istotą zajmującą się rozwijaniem ludzkiej duchowości. Zapytałem tę istotę, czy możemy zawrzeć pakt. Powiedziałem: „Chcę być człowiekiem spełnionym. Ustalmy, że albo uda mi się to osiągnąć w wieku pięćdziesięciu lat, albo umrę. Nie chcę dalej grać w tę pełną bólu i iluzji grę. Naprawdę nie chcę”.

Istota spojrzała na mnie uważnie, po czym skinęła głową na znak, że zgadza się na moje warunki. Reszta była w moich rękach. Przebudzenie albo śmierć… i dalszy ciąg męczarni!

Kolejne dziewięć lat było najtrudniejszym i najbardziej bolesnym okresem mojego życia. W wieku 29 lat, podczas pracy na swojej farmie w Tasmanii, nabawiłem się dyskopatii. W wyniku tego przez następne lata bardzo cierpiałem, aż w końcu w 1982 trafiłem do szpitala. Wówczas, pod presją zawartego paktu, każdego dnia entuzjastycznie wprowadzałem do swojego życia zmiany, ale z równą determinacją opierałem się im, co prowadziło do dalszych cierpień. Moja żona, Treenie, wciąż powtarzała mi: „Michael, łudzisz się, jeśli sądzisz, że ból i cierpienie pozwolą ci się rozwinąć”, a ja wciąż lekceważyłem jej słowa. Wydawało mi się, że nie można być aż tak głupim. Myliłem się!

W tamtym okresie cierpiałem też na bezsenność, a zmęczony organizm oznaczał osłabiony układ odpornościowy. Nabawiłem się zapalenia tkanki łącznej. Na skutek tego zmienił się wygląd mojej twarzy. Miałem opuchnięte oczy, a światło sprawiało mi ból. Opuchlizna pokryła także nos, co bardzo utrudniało oddychanie. W końcu spuchły mi także usta, język i gardło. Wtedy, z obawy przed uduszeniem, zacząłem przyjmować leki przepisane przez lekarza. Zapalenie tkanki łącznej zaatakowało także moje lewe ucho i lewą część twarzy, silnie je zaczerwieniając. Nie czułem tam bólu, ale bardzo mnie swędziało, co było bardzo frustrujące, gdyż nie mogłem się podrapać. Wszystko to, a także narastający lęk oraz uraz wywołany utratą pracy i widmem bankructwa, przyczyniło się do znacznego pogorszenia mojego samopoczucia.

W lipcu 1986 roku miałem czterdzieści dziewięć lat i trzy miesiące. Długie cykle skurczów mięśni szkieletowych i towarzyszący im przewlekły ból sprawiały, że byłem wycieńczony. Pewnego ranka obudziłem się z wywołanego lekami nasennymi i przeciwbólowymi snu i zauważyłem objawy zapalenia tkanki łącznej także na swojej skórze. Ból pleców niemal mnie paraliżował, ale miałem silne wewnętrzne przekonanie, że jestem w stanie sam się uzdrowić. Nie wiedziałem jeszcze jak, ale byłem niemal pewny, że to możliwe. Zdawałem sobie też sprawę, że nie mam już wyjścia. „Pięćdziesiątka” nie wchodziła w rachubę. Teraz albo nigdy. Byłem tego pewien.
Treenie od jakiegoś czasu była już na nogach, więc zawołałem ją do siebie. Wyjaśniłem jej wszystko i powiedziałem: „Chciałbym, żebyś mi coś obiecała. Albo zdołam wyleczyć się sam, albo pozwolisz mi umrzeć. Obiecaj mi, że nie będziesz sprowadzać żadnych uzdrowicieli ani lekarzy. Jeżeli mi się to nie uda, proszę, pozwól mi umrzeć”. Patrzyła na mnie przez około pół minuty, po czym skinęła głową i powiedziała: „Obiecuję”.

W tym momencie przeżyłem niewyobrażalny szok. Mimo że tego właśnie chciałem, nagle poczułem, że żona całkowicie mnie opuściła. Osiem lat wcześniej po ciężkim przeżyciu miałem wrażenie, że Bóg mnie opuścił. Wytłumaczyłem sobie co prawda, że to niemożliwe, ale to bezgraniczne uczucie osamotnienia wciąż we mnie tkwiło. Nie potrafiłem stworzyć więzi z Bogiem.

Kolejne dwa dni były naprawdę fatalne. Czułem się zupełnie samotny, pusty w środku. Ból pleców nasilał się, podobnie jak stan zapalny. Trzeciego dnia popadłem w poważne tarapaty. Nie miałem pojęcia, w jaki sposób dokonać samouzdrowienia, a zapalenie spowodowało obrzęk jamy ustnej. Nie tylko bałem się uduszenia, ale byłem tą perspektywą absolutnie przerażony. Olbrzymim wysiłkiem trzeciego dnia zwlokłem się z łóżka i wczołgałem na werandę. Dziesięć minut później niespodziewanie odwiedziła nas przyjaciółka. Spojrzała na mnie i zszokowana jęknęła: „Mój boże, Michael, źle wyglądasz!”.

„Leczę się sam” – odparłem bez cienia uśmiechu. W tym momencie na werandę weszła Treenie. „Michael wierzy, że rozwinie się dzięki bólowi i cierpieniu” – powiedziała raz jeszcze. Byłem poruszony. W tamtej chwili uświadomiłem sobie, że to prawda. Niedawno zrozumiałem, że nie mam pojęcia, czym tak naprawdę jest miłość. Stykałem się z „codzienną” miłością równie często jak inni, ale nigdy nie doświadczyłem miłości bezwarunkowej. Nigdy też nie poznałem „prawdziwej” radości ani „prawdziwego” spokoju. Jakim cudem miałoby to nastąpić, skoro moje przekonania więziły mnie w świecie bólu i cierpienia? Piętnaście lat skupiania się na samym sobie doprowadziło mnie właśnie w to miejsce, a teraz gra dobiegła końca!

Szok, którego doświadczyłem, był tak wielki, że dźwignąłem się z werandy i poczłapałem w stronę pokoju naszego najmłodszego syna. Pod wpływem impulsu chciałem zajrzeć w stojące w tym pokoju wielkie lustro i powiedzieć sam sobie, że się kocham. Wszedłem więc i patrząc przez zapuchnięte powieki, spojrzałem na swoje odbicie. Patrzyła na mnie czerwona, obrzmiała twarz użalającego się nad sobą przegranego człowieka. Cofnąłem się. Chciałem zmusić się do wypowiedzenia słów: „Michael, kocham cię”, ale nie byłem w stanie. Uznałem, że moje życie to jedna wielka porażka. Obrzydzało mnie to, co widziałem w lustrze. Mogłem tylko płakać. Wiedziałem, że to już koniec. Byłem tak bardzo słaby, tak skrajnie wyczerpany, że nie mogłem już iść dalej. Kiedy o tym myślałem, oczyma wyobraźni zobaczyłem mroczne miejsce nieopodal lustra. Wiedziałem, że to drzwi prowadzące do śmierci. Mój pakt doprowadził mnie w to miejsce lub doszedłem tu sam. Wystarczyło tylko wkroczyć w ten ciemny obszar… i będzie po wszystkim.

Właśnie w tej chwili się poddałem. Zamiast szczegółowo opisywać przygnębiający proces kapitulacji, powiem po prostu, że pod wpływem głosu intuicji najpierw musiałem uwolnić się od Treenie, a towarzyszący temu ból emocjonalny był okrutny. Później musiałem pożegnać się z czwórką moich dzieci, co było nie mniej bolesne. Następnie zrezygnowałem z wszelkich pragnień poznania samego siebie… to nie było trudne! Potem pożegnałem się z Bogiem, co bardzo mnie zabolało. Na końcu uwolniłem się od Michaela. Ku mojemu zaskoczeniu to był najboleśniejszy fragment. Byłem skończony i pusty. Wpatrywałem się w mroczną przestrzeń, wkroczyłem w nią i… ogarnął mnie oślepiający blask, a potem pochłonęła mnie miłość. Wiedziałem, że jestem miłością i światłem. To byłem ja.
Przez następne dwadzieścia minut nie miałem żadnej fizycznej świadomości. Byłem widzem na pokazie holistycznego filmu „Ciągłość życia” – poznałem odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące ludzkości i jej celu. Gdy powróciłem do rzeczywistości fizycznej, mój kręgosłup był zdrowy, a dyskopatia ustąpiła. Nie było już zapalenia tkanki łącznej, minęła także bezsenność. Wyzdrowiałem. Uwolniłem się od lęków i trosk. Nigdy więcej nie doświadczyłem czegoś podobnego. Tamten Michael faktycznie umarł. Gdy umarła jego tożsamość, objawiła mi się moja jaźń.

Wtedy już wiedziałem, że Bóg wcale mnie nie opuścił, bo to niemożliwe. To my zazwyczaj opuszczamy Boga. Zanim jednak staniemy się jednością z prawdą, musimy wyzbyć się wszelkich złudzeń. Po przebudzeniu zdałem sobie sprawę, że Treenie doświadczyła bezwarunkowej miłości, dzięki której mogła pozwolić mi dokonać własnych wyborów, nawet jeżeli prowadziły one do mojej śmierci. Ja, który nie miałem pojęcia o takiej miłości, mogłem jedynie czuć się opuszczony… i to było doskonałe wyjście. Michael musiał zostać sam, być pusty i tak wycieńczony, by w końcu się poddał. Wtedy dokonało się to wszystko. Gdy umiera tożsamość, objawia się jaźń.

Muszę wspomnieć o czymś jeszcze. Oświecenie duchowe to nie jest zjawisko liniowe. Nie da się go zmierzyć za pomocą liniowego czasu. Jest to chwilowe wydarzenie znajdujące się poza czasem. Oświecenie to wieczna chwila rozciągająca się w czasie w miarę naszego rozwoju. Jeżeli ktoś mówi „Tego i tego dnia doznałem oświecenia”, to znaczy, że jeszcze nie osiągnął prawdziwego oświecenia. Liniowa data może oznaczyć moment, ale osoba oświecona zna prawdę. Prawda i jaźń nie podlegają miarom czasu. Oświecenie „trwa” – nie może być postrzegane jako coś, co już nastąpiło.

Przyjmij do wiadomości, że ból i cierpienie nie są niezbędne do osiągnięcia oświecenia. Nie polecam tej drogi. Kroczymy tą ścieżką, ponieważ ludzkość jest uzależniona od cierpienia, ale to niepotrzebna i zwodnicza ścieżka. Właściwą drogą może być i jest miłość. Kochaj siebie bez oceniania i krytyki. Ból, którego doświadczasz, to miara twojego oporu wobec miłości i prawdy. Jesteśmy uwarunkowani na opór. Jesteś niezwykłą, metafizyczną i wielowymiarową istotą wypełnioną miłością/światłem. To twoja prawda. Pomyśl o niej, skup się na niej przez chwilę i pozwól, by do ciebie dotarła. Nie musisz nic zmieniać i nic robić. Po prostu żyj prawdą, prawdą o swojej jaźni.

Przypis: Treenie dobrowolnie stała się światłością w 2006 r. Michael jest teraz ze swoją ukochaną żoną Carolyn. Szczegółowy opis podróży Treenie wpleciony został w wątek nowego przebudzenia Michaela w jego książce Through the Eyes of Love (Oczyma miłości).

Dziękuję ci za zakup książki Potęga uzdrawiania intuicyjnego.
Korzystaj z zamieszczonych tu wskazówek i materiałów tylko wtedy, gdy posiadasz już książkę Potęga uzdrawiania intuicyjnego, ponieważ są one z nią ściśle związane i dotyczą zawartych w niej informacji.

Na stronie www.InnaSegal.pl znajdziesz więcej informacji i nagrań związanych z Inną Segal i Uzdrawianiem wizualno-intuicyjnym.

Podziel się na:
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Wykop
  • Śledzik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *